Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

 
Podaj swój adres e-mail:
 


Źle się dzieje w Unii

Autorzy: 
Martyna Bojarska

1 lipca Polska obejmie prezydencję w Unii Europejskiej. To duża odpowiedzialność i trudne zadanie, gdyż obecnie Wspólnota ma więcej problemów niż kiedykolwiek przedtem. Najpoważniejszym z nich jest kryzys w strefie euro, ale nie mniejszymi wyzwaniami są m.in. rewolucje w Afryce Północnej i będący ich efektem masowy napływ imigrantów do Europy, narastanie nacjonalistycznych nastrojów w państwach członkowskich czy bezsilność Unii wobec Białorusi.

 

Casus Grecji

Kiedyś Rzymianie domagali się chleba i igrzysk. Dzisiaj w całej Europie ludzie żądają pieniędzy i pracy. Kryzys finansowy w strefie euro jest najpoważniejszym problemem, z jakim obecnie boryka się Wspólnota. Unijne wsparcie otrzymały już Irlandia, Portugalia i Grecja. Środki okazały się jednak niewystarczające - w Portugalii nowo wybrany centroprawicowy rząd zaczyna właśnie radykalne reformy oszczędnościowe, o przyznaniu drugiej transzy pomocy dla Grecji państwa strefy euro podjęły po długich dyskusjach na szczycie UE z 24 czerwca br. Sytuacja gospodarcza jest bardzo niekorzystna również w Hiszpanii, gdzie w połowie maja zaczęły się protesty młodych ludzi sprzeciwiających się masowemu bezrobociu, które w ich grupie wiekowej przekroczyło 40%, a w skali kraju wynosi ponad 20% i jest obecnie najwyższe w strefie euro.

W odpowiedzi na kryzys finansowy w eurolandzie został utworzony Europejski Mechanizm Stabilizacyjny – fundusz ratunkowy dla zadłużonych krajów, na który ma składać się 500 mld euro przeznaczonych na pomoc dla poszczególnych państw oraz dodatkowe 200 mld euro stanowiące zabezpieczenie najwyższej oceny kredytowej. O przyznaniu pomocy finansowej państwu pogrążonemu w kryzysie każdorazowo muszą jednogłośnie zdecydować pozostałe kraje strefy euro. Na przykładzie czerwcowego szczytu i kwestii pomocy dla Grecji widać wyraźnie, jak trudno jest taką jednomyślność osiągnąć. Kraje eurolandu coraz ostrożniej decydują o udzieleniu pomocy finansowej, zwłaszcza w przypadku Grecji, gdzie pierwsza transza pomocy finansowej nie przyniosła rezultatów – dzisiaj nie wyklucza się nawet tak skrajnej możliwości, jak ogłoszenie przez Grecję niewypłacalności. Poszczególne kraje stawiają coraz więcej warunków – Bundestag zdecydował, że Niemcy udzielą pomocy Grecji, ale dopiero po spełnieniu szeregu warunków, wśród których najważniejszymi są: większy udział prywatnych kredytodawców, większa prywatyzacja i bardziej radykalne reformy oszczędnościowe przeprowadzone w Grecji. Coraz częściej słychać w Unii głosy opowiadające się za restrukturyzacją greckiego długu. Podobne do Niemców warunki stawiają również Francuzi.

Na szczycie 24 czerwca podjęto decyzję o udzieleniu pomocy Grecji pod warunkiem przyjęcia przez nią radykalnego programu oszczędnościowego. Głosowania nad nim w greckim parlamencie przewidywane są na 29 i 30 czerwca. Przyjęcie programu umożliwi wypłacenie 12 mld euro z pierwszej transzy oraz opracowanie dokładnego planu drugiej części pomocy, obecnie szacowanej na 90 mld euro. Zgodnie z postulatami niemieckimi ustalono, że środki finansowe na pomoc dla Grecji będą pochodzić zarówno z publicznych, jak i prywatnych źródeł – w przypadku prywatnych inwestorów i banków ma się to odbywać na zasadzie dobrowolnego refinansowania, czyli wymianie tracących ważność obligacji greckich na nowe. Szczegóły tego mechanizmu nie są jeszcze do końca jasne.

Grecki plan oszczędnościowy zakłada oszczędności sięgające ponad 28 mld euro do 2015 roku. Przewiduje się przede wszystkim wzrost podatków (zarówno tzw. podatek solidarnościowy, jak i podniesienie podatków od dóbr luksusowych), zmniejszenie płac w administracji, zmniejszenie wydatków na obronę i szeroko zakrojony program prywatyzacyjny.

Przed czerwcowym szczytem wielką niewiadomą do ostatniej chwili pozostawała Finlandia, gdzie od kwietniowych wyborów aż do 22 czerwca premierowi-elektowi nie udało się stworzyć rządu. Jyrki Katainen przed rozpoczęciem rozmów koalicyjnych przeforsował w parlamencie zgodę Finlandii na udzielenie pomocy finansowej Portugalii, ale wobec braku rządu kwestia pomocy dla Grecji do ostatniej chwili pozostawała otwarta. Największym zagrożeniem była partia Prawdziwych Finów – eurosceptyczne ugrupowanie zdecydowanie sprzeciwiające się udzieleniu pomocy finansowej krajom strefy euro, które w kwietniowych wyborach zajęło drugie miejsce. Jak zauważyła Teija Tiilikainen, dyrektor Fińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w Helsinkach, partia Timo Soiniego zdołała zachwiać całą Unią Europejską. Katainenowi udało się przed czerwcowym szczytem unijnym stworzyć rząd koalicyjny z 6 partii, bez udziału Prawdziwych Finów, dzięki czemu Finlandia ostatecznie poparła pakiet ratunkowy dla Grecji. Ta niepewność do ostatniej chwili ilustruje jednak rosnące zależności między sytuacją wewnętrzną państw członkowskich a decyzjami podejmowanymi na szczeblu unijnym.

Imigranci ante portas

Kolejnym problemem Unii Europejskiej jest masowy napływ imigrantów z Afryki Północnej – najpierw po rewolucji w Tunezji i Egipcie, później po wybuchu wojny domowej w Libii. Pierwszym przystankiem na drodze imigrantów z Afryki do Europy jest włoska wyspa Lampedusa – w ostatnim tygodniu hotelarze z tej wyspy porównali straty poniesione na skutek kryzysu imigracyjnego do klęski żywiołowej. Imigranci z Lamedusy trafiali do Włoch kontynentalnych, a kiedy rząd Silvio Berlusconiego wydał im tymczasowe wizy uprawniające do poruszania się po Europie, kierowali się do kolejnych krajów europejskich, gł. Francji. Spowodowało to nie tylko napięcia w stosunkach na linii Rzym-Paryż, ale również ogólnoeuropejską dyskusję o potrzebie reformy strefy Schengen w celu lepszego zabezpieczenie granic zewnętrznych i wewnętrznych. Kulminacją tej dyskusji była kontrowersyjna, jednostronna decyzja rządu duńskiego o przywróceniu kontroli na granicy ze Szwecją i Niemcami. Decyzję podjęto pod naciskiem skrajnie prawicowej, nacjonalistycznej Duńskiej Partii Ludowej (Danske Folkeparti). Oficjalnym powodem tego posunięcia było zwalczanie przestępczości, pół-oficjalnym - ograniczenie nielegalnej imigracji. Po zdecydowanej krytyce ze strony zainteresowanych państw oraz unijnej komisarz ds. wewnętrznych Cecilii Malmstoem i przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso ostatecznie wycofano się z tej decyzji.

Na czerwcowym szczycie Unii Europejskiej kontrowersyjny pomysł przywrócenia kontroli na granicach w strefie Schengen powrócił w jeszcze bardziej radykalnej formie – kontrole graniczne miałyby dotyczyć wyłącznie osób nieposiadających obywatelstwa państw unijnych lub prawa stałego pobytu. Wszystko wskazuje na to, że mieliby oni być rozpoznawani i odróżniani od unijnych obywateli po „nie-europejskim” wyglądzie. Rodzi to niebezpieczeństwo zachowań rasistowskich i dyskryminacyjnych – na kontrole narażeni będą przede wszystkim ludzie ras innych niż biała. Kwestia reformy strefy Schengen pozostaje otwarta dopóki Komisja Europejska nie sformułuje konkretnych przepisów w oparciu o ogólne wytyczne zatwierdzone na szczycie unijnym.

Nacjonalizm vs. tolerancja

Duńska Partia Ludowa – skrajnie prawicowa, antyimigrancka i nacjonalistyczna – jest tylko jednym z przykładów nacjonalistów zdobywających coraz większy udział w podejmowaniu decyzji w całej Unii Europejskiej. Najbardziej skrajną ilustracją tego negatywnego trendu jest prawicowe, nacjonalistyczne węgierskie ugrupowanie Jobbik, które uzyskało zaskakująco dobry wynik w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych. W czasie sprawowania przez Węgry prezydencji w UE, pod koniec kwietnia 2011 roku w wiosce Gyöngyöspata doszło do kontrowersyjnych starć między skrajnymi nacjonalistami (w tym członkami paramilitarnej grupy Vederoe) a Romami. Nieoficjalnie wiadomo, że grupy takie jak Vadero cieszą się poparciem Jobbik, która z wrogości wobec Romów uczyniła jedno ze swoich sztandarowych haseł wyborczych. Również we Francji nacjonalistyczny i antyimigrancki Front Narodowy cieszy się coraz większą popularnością. Podobną tendencję można zauważyć m.in. w Holandii czy Szwecji.

Wśród fundamentalnych zasad, na których opiera się Unia Europejska jest między innymi wolność, równość i tolerancja, a różnorodność etniczną i językową zawsze uważano za atut Wspólnoty. Wraz z rosnącą popularnością ugrupowań nacjonalistycznych następuje nieuchronny odwrót od równości i tolerancji na rzecz wartości takich jak naród oraz ojczyzna, rozumianych w wypaczony sposób. Imigranci spoza Unii nie są mile widziani, a niektóre mniejszości etniczne mieszkające od wieków na terenach poszczególnych państw są coraz gorzej traktowane. Najwyraźniejszym przykładem tego zjawiska jest mniejszość romska - najpierw we Francji, obecnie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim na Słowacji i Węgrzech.

Unia Europejska stara się rozpowszechniać zasady demokracji i państwa prawa – na Białorusi i Ukrainie, a ostatnio również w państwach Afryki Północnej. Państwa członkowskie wysyłają swoich ekspertów, żeby doradzali tworzącym się nowym demokracjom (np. Lech Wałęsa, który odwiedził Tunezję). Żeby jednak Unia była wiarygodna musi bardzo uważać na to, co dzieje się w państwach członkowskich. Francja zabraniając muzułmankom nosić burki i wyrzucając Romów ze swojego kraju nie wydaje się być najbardziej przekonującym orędownikiem demokracji, wolności i równości. Wiarygodność Unii Europejskiej w zakresie wartości jest potężnym narzędziem soft power – to kolejny obok funduszy i pomocy strukturalnej instrument umożliwiający oddziaływanie na inne kraje.

Pod jaki numer dzwonić do Unii?

Traktat Lizboński miał zreformować instytucje unijne w ten sposób, żeby nie trzeba było przytaczać już słynnego pytania Henry’ego Kissingera: pod jaki numer ma zadzwonić, jeżeli chce się połączyć z Unią Europejską. Powołano stałego przewodniczącego Rady Europejskiej – stanowisko to sprawuje obecnie Belg Herman Van Rompuy – nazywanego często również Prezydentem Unii. Stworzono unijną służbę dyplomatyczną – na jej czele stanęła Lady Catherine Ashton jako Wysoki Przedstawiciel Unii Europejskiej ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Te i inne zmiany instytucjonalne ograniczyły kompetencje rotacyjnej prezydencji, co miało pozytywnie wpłynąć na poprawę spójności unijnej polityki.

Teoretycznie, aby połączyć się z Unią Europejską należy zadzwonić do Lady Ashton. W praktyce jednak, jak sama przyznała w jednym z wywiadów, właściwie zamiast odbierać ona tylko przełącza rozmowy: chcesz połączyć się z Francją -wybierz 1, z Niemcami - wybierz 2 itd. Ta metafora odzwierciedla nie tylko mnogość interesów w Unii Europejskiej (ile państw, tyle różnych interesów), ale również fakt, że funkcja Lady Ashton sprowadza się przede wszystkim do mediowania między poszczególnymi krajami i szukania kompromisów. Zwłaszcza przy okazji sytuacji w Tunezji, Egipcie i Libii okazało się, że najbardziej widoczni w mediach byli prezydent Sarkozy, kanclerz Merkel i premier Cameron i to przede wszystkim oni, a nie Lady Ashton, przemawiali w imieniu Unii.

Być może potrzeba więcej czasu, żeby mechanizmy wprowadzone przez Traktat Lizboński zaczęły faktycznie działać. Być może potrzeba również bardziej charyzmatycznej osoby z większym autorytetem na stanowisku szefa unijnej dyplomacji. Na razie Unia jednak nie mówi jednym głosem – przykład różnych stanowisk państw członkowskich wobec interwencji w Libii najlepiej ilustruje brak spójności w unijnej politycy zagranicznej.

Na Południu i Wschodzie bez zmian

Unia ma problemy także poza swoimi granicami. Ostatnio najbardziej aktualnym tematem są kolejne represje stosowane przez prezydenta Łukaszenkę wobec swoich przeciwników politycznych – choćby aresztowanie białoruskiego korespondenta „Gazety Wyborczej” Andrzeja Poczobuta. Unia Europejska jest bezsilna wobec ewidentnego łamania praw człowieka i autorytarnych rządów Łukaszenki tuż przy swojej granicy. Gdy ogłoszono Partnerstwo Wschodnie, którym Białoruś miała być objęta na poziomie eksperckim, liczono, że przyniesie ono lepsze skutki niż dotychczasowe sankcje nakładane na białoruski reżim. Przy dobrych stosunkach białorusko-rosyjskich ani unijny kij, ani marchewka nie działają na Łukaszenkę. Lady Ashton wielokrotnie żądała zwolnienie Poczobuta z aresztu, ale nie przyniosło to oczekiwanych efektów, a raczej pokazało zupełną bezsilność Wspólnoty wobec wschodniego sąsiada. Coraz bardziej od Unii oddala się również Ukraina – duża część społeczeństwa nadal nie jest przekonana, czy chciałaby przynależeć do świata zachodniego.

Problemem są także niekończące się negocjacje z Turcją – formalnie proces negocjacyjny trwa od 1987 roku i na razie nie widać żadnych szans jego zakończenia. Unia Europejska nie jest gotowa na przyjęcie Turcji, ale jednocześnie stara się utrzymywać jak najlepsze relacje z tym krajem wiedząc, że ma ogromne znaczenie strategiczne w regionie i coraz większe znaczenie gospodarcze. Najważniejszą kwestią pozostaje pytanie co stanie się z Turcją, kiedy wreszcie i władze, i społeczeństwo zniechęcą się ciągłymi niespełnionymi obietnicami i odwrócą się od Europy. Istnieje niebezpieczeństwo, że Turcja może zwrócić się ku islamowi i państwom sąsiednim, co doprowadziłoby do tego, że Europa straciłaby ważnego sojusznika w regionie. Rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) na razie uważa Unię Europejską za jedyny kierunek dla Turcji. Premier Recep Tayyip Erdogan w nowej kadencji (AKP wygrało wybory 12 czerwca br.) planuje stworzenie specjalnego ministerstwa do spraw Unii Europejskiej. Pytanie, jak długo marchewka unijna będzie atrakcyjna dla Turcji pozostaje na razie bez odpowiedzi.

Wyzwanie i szansa dla Polski

Priorytety polskiej prezydencji uwzględniają największe problemy Unii Europejskiej – wśród najważniejszych założeń znalazły się m.in. negocjacje nad nowym unijnym budżetem, wzmocnienie mechanizmów walki z kryzysem w strefie euro, zwiększenie efektywności Frontex w celu lepszej ochrony zewnętrznych granic Unii, wspieranie negocjacji z Turcją, finalizacja negocjacji akcesyjnych z Chorwacją, rozwijanie działań unijnych na Białorusi. Polska obejmuje prezydencję w momencie, gdy Unia Europejska boryka się z bardzo poważnymi problemami, co stanowi dodatkowe wyzwanie. Od tego, jak Polska poradzi sobie z tą sytuacją zależy jej wizerunek we Wspólnocie – o sukcesy będzie trudno, a każdy błąd będzie wytykany i krytykowany. To wyzwanie, ale i duża szansa dla naszego kraju – tylko od nas zależy, jak ją wykorzystamy.
 

Reklama