Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


„Południowokoreańskie spojrzenie na świat” - rozmowa z Anną Sawińską

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Martyna Szymczyk

Wywiad z Anną Sawińską, menadżer w Daewoo Shipbulding - Polką mieszkającą w Korei Południowej od 11 lat, autorką książki „W Korei” oraz bloga „W Korei i nie tylko”*. Rozmowa skupia się wokół społeczeństwa koreańskiego i rządów nowej Prezydent Republiki Korei Park Geun Hye. Rozmawia Martyna Szymczyk.

 

 

Martyna Szymczyk: Po elekcji Park Geun Hye na stanowisko prezydenta, jako pierwszej w historii Korei Południowej kobiety, napisała Pani na swoim blogu, że wybór ten prawdopodobnie nie przyczyni się do poprawienia sytuacji Koreanek na rynku pracy. Czy po kilku miesiącach urzędowania prezydent Park czymś Panią zaskoczyła?

Anna Sawińska: Mimo ogromnego sukcesu gospodarczego, koreańskim społeczeństwem ciągle rządzą skostniałe prawa konfucjanizmu. Głęboko zakorzeniona tradycja dyktuje bardzo wyraźny podział między rolą kobiety (żona, matka, opiekunka domu) i rolą mężczyzny (głowa rodziny). To podstawowy powód, dla którego podążanie ścieżką kariery zawodowej, w tym bardzo zmaskulinizowanym społeczeństwie, jest dla Koreanki niemałym wyzwaniem. Koreanki zazwyczaj pracują w zawodach uznawanych za typowo kobiece, czyli jako nauczycielki, przedszkolanki, pracownice biur obsługi klienta, sekretarki. Wiele kobiet wybiera również sektor publiczny, gdyż ten uważany jest za bardziej przyjazny płci pięknej. Nielicznym Koreankom udaje się dostać pracę w większych firmach. Niestety większość z nich decyduje się na odejście z pracy po urodzeniu dziecka. Po kilku latach spędzonych w korporacji zdają sobie sprawę, że możliwość promocji na wyższe stanowiska jest raczej minimalna, a też koszt wynajęcia opiekunki do dziecka czy wysłania go do lepszego przedszkola niemalże pokrywa się z ich własnym wynagrodzeniem. Nie kalkuluje się to więc ani pod względem zawodowym, ani rodzinnym, ani finansowym.

Park Geun Hye to pierwsza kobieta na tak wysokim stanowisku. Trzeba zdać sobie jednak sprawę, że Pani Park została wybrana na Prezydenta Korei Południowej nie dlatego że jest kobietą, ale raczej pomimo tego że jest kobietą. To córka nieżyjącego już dyktatora Park Jeong Hee – polityka kontrowersyjnego, ale ciągle bardzo szanowanego przez starszą, a więc konserwatywną część społeczeństwa. Przeciwnicy Park uważają ją jedynie za marionetkę w rękach prawicowej Partii Narodowego Frontu, która wykorzystała jej pochodzenie do wygrania wyborów, a w konsekwencji do utrzymania status quo (wspieranie jaeboli, umacnianie pozycji bogatszej klasy oraz tradycyjnych wartości opartych na koreańskim konfucjanizmie).

Pani Park to bezdzietna, niezamężna, niezwykle bogata kobieta i z tego względu przeważa ogólna opinia, że nie ma ona pojęcia o trudach życia typowej kobiety w Korei. Mimo to wydaje się, że jej administracja dokłada starań, żeby przynajmniej istniejące prawo było egzekwowane. Ostatnio, w wyniku ogłoszonego przez rząd audytu korporacji, jedna z większych firm ogłosiła, że pracownice będą mogły od tej pory korzystać z pełnego wymiaru urlopu macierzyńskiego. Mimo że ustawa gwarantuje kobietom 15 miesięcy urlopu, znikomy odsetek kobiet może z niego skorzystać.

Park wygrała wybory tylko kilkoma punktami procentowymi, a jakie jest obecne poparcie dla pani prezydent? Jak społeczeństwo zareagowało na słowa rzecznika opozycyjnej partii, który w połowie lipca nazwał panią prezydent mianem „gwitae/dziecka zrodzonego przez ducha”?

AS: Wypowiedź pana Hong Ik Pyeo to typowa próba dalszego spolaryzowania koreańskiego społeczeństwa wokół ojca Pani Park, który jako „gwitae” nigdy nie powinien się był urodzić. To wyraz sprzeciwu wobec polityki obecnej Prezydent, którą oskarża się w ten sposób o chęć przywrócenia autorytarnych metod rządzenia stosowanych przez jej ojca, a w szczególności o tłumienie wolności słowa i innych swobód obywatelskich.

Po ostatnim skandalu dotyczącym (rzekomo) planowanego wycieku informacji, które (rzekomo) miały wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich, poparcie dla Pani Park zmalało z ok. 50% do 40%.

Czy po tegorocznych prowokacjach Korei Północnej da się odczuć wśród obywateli atmosferę wzmożonej nieufności, czy może Południe nadal nie wierzy w wojenne deklaracje płynące z Pjongjangu?

AS: Przeciętny Koreańczyk w wojenne deklaracje Północy raczej nie wierzy, uważając je za nic więcej jak tylko polityczną grę. Nawet w czasie ostatniego konfliktu, o którym mówił cały świat, w samej Korei życie toczyło się jak gdyby nigdy nic. Jak zwykle okazało się, że Koreańczycy mieli rację, a cała wojna rozegrała się jedynie w rozpalonej wyobraźni mediów z Zachodu.

Poza problemami z Koreą Północną, Seul wydaje się mieć napięte stosunki z Tokio. Czy niechęć koreańskich obywateli do swoich japońskich sąsiadów naprawdę jest tak znacząca? Powodem takiej sytuacji są jedynie spory historyczne?

AS: Sytuację na linii Korea – Japonia można w pewien sposób porównać do stosunków Polski z Niemcami czy Rosją. Wieloletnia okupacja japońska odcisnęła w świadomości Koreańczyków ogromne piętno. Japończycy dążyli do anihilacji koreańskiej kultury i koreańskiego narodu, a Koreańczycy to przecież bardzo dumna nacja. Do tego dochodzą inne, wywołujące ogromne emocje, aspekty relacji między tymi dwoma krajami, jak na przykład nie do końca rozwiązana kwestia „comfort women”, czyli dziesiątek tysięcy dziewczynek, młodych, ale też i starszych kobiet wykorzystywanych przez lata jako niewolnice seksualne japońskich żołnierzy. Ostatnim zarzewiem konfliktu między Koreą i Japonią jest przynależność terytorialna wysepki Dokdo (Takeshima po japońsku).

Podobnie jak i w Polsce, młode pokolenie podchodzi do swojego historycznego zaborcy raczej neutralnie. Koreańczycy uczą się języka japońskiego, do Japonii podróżują, uwielbiają japońskie mangi. Tak naprawdę kulturowo to dosyć podobne do siebie kraje.

Wspominała Pani na blogu, że w Korei ograniczana jest wolność słowa, a grupka niezawisłych dziennikarzy, demaskujących defraudacje rządzącej partii, została zatrzymana po wyborach prezydenckich. W jaki sposób Partia Nowego Frontu może bez dużego społecznego sprzeciwu kontynuować takie działania?

AS: Koreańskie społeczeństwo jest niezwykle spolaryzowane. Po jednej stronie mamy zagorzałych konserwatystów, po drugiej gorących zwolenników liberalnej rewolucji. Ci pierwsi mają jednak ogromną przewagę, ponieważ w ich rękach znajduje się większość koreańskich mediów. A te, jak wiadomo, kształtują opinię społeczną koloryzując jedne fakty, a tuszując inne. Istotne ograniczenie czwartej władzy to w koreańskiej polityce aspekt decydujący. Sprzeciw społeczny, wszelkie manifestacje i próby dochodzenia prawdy są szybko zapominane; umierają swoją własną, naturalną śmiercią.

Trzeba też zdać sobie sprawę z tego, że przemiany społeczne w Korei to bardzo trudne wyzwanie, również ze względu na wartości praktykowane przez tysiące lat. Posłuszeństwo wobec przełożonego/władcy, ścisła hierarchia w stosunkach między ludźmi, przywiązanie do tradycyjnych wartości – to wszystko jest istotą koreańskiego ducha.

Korea Południowa uważana jest za kraj „mało emigracyjny”. Czy polityka rządu w jakiś sposób utrudnia przepływ obywateli, czy może wynika to z lekkiej ignorancji i problemów z dostosowaniem się przez przyjezdnych?

AS: Nie zauważyłam, żeby koreański rząd jakoś szczególnie utrudniał osiedlanie się obcokrajowców w Korei. Wręcz przeciwnie – od kiedy zamieszkałam tutaj 11 lat temu, wiele zmieniło się na korzyść, począwszy od procedur imigracyjnych, a skończywszy na coraz większej ilości usług dostępnych w języku angielskim.

Korea staje się coraz bardziej popularna, głównie dzięki zmasowanemu marketingowi koreańskiej popkultury za granicą. Niestety, to bardzo skrzywiony obraz koreańskiej rzeczywistości i często jest tak, że osoby, które tutaj przyjeżdżają, doznają ogromnego szoku. Znam osoby, które mimo wielu prób i dobrej woli nie były w stanie dostosować się do życia w Korei. Korea to na pewno nie jest kraj dla każdego, co próbuję zobrazować na swoim blogu.

W Europie, a w tym i w Polsce, można wyczuć wzmożone zainteresowanie koreańską popkulturą. Z tej perspektywy wydaje się, że cała Korea żyje tylko idolami i najnowszymi operami mydlanymi. Spotkała się pani kiedyś z takim fanowskim zachowaniem na koreańskich ulicach?

AS: Faktycznie Koreańczycy, a w szczególności młode pokolenie, mają istnego bzika na punkcie swoich ulubionych celebrytów, programów telewizyjnych, zespołów muzycznych czy oper mydlanych. To przeogromny biznes, finansowo porównywalny do tego z Hollywood.

Jednak, tak jak wspominałam to, co widzimy na ekranie, ma się nijak do koreańskiej rzeczywistości. Spontanicznych zachowań czy publicznych happeningów rzadko kiedy można tutaj doświadczyć. Wystarczy przyjść na koncert w Korei, żeby zrozumieć, jak ułożone jest pod tym względem koreańskie społeczeństwo - zazwyczaj ludzie siedzą na krzesłach i wybijają rytm identycznie wyglądającymi balonikami. Raczej na próżno tutaj szukać dzikich tańców czy niekontrolowanej ekstazy.

*http://wkorei.blogspot.com/
 

Reklama